Grupa Oto:     Bolesławiec Brzeg Dzierzoniów Głogów Góra Śl. Jawor Jelenia Góra Kamienna Góra Kłodzko Legnica Lubań Lubin Lwówek Milicz Nowogrodziec Nysa Oława Oleśnica Paczków Polkowice
Środa Śl. Strzelin Świdnica Trzebnica Wałbrzych WielkaWyspa Wołów Wrocław Powiat Wrocławski Ząbkowice Śl. Zgorzelec Ziębice Złotoryja Nieruchomości Ogłoszenia Dobre Miejsca Dolny Śląsk

Błyskawicznie rośnie deficyt - brakuje już 13 mld

     autor:
Share on Facebook   Share on Google+   Tweet about this on Twitter   Share on LinkedIn  
Do kasy państwa wpływa mniej podatków i opłat. W błyskawicznym tempie rośnie więc deficyt budżetowy, który po trzech miesiącach tego roku sięgał już blisko 25 mld zł - pisze portal Money.pl. To ponad 68 proc. tegorocznego limitu zapisanego w ustawie budżetowej.

Najnowsze dane z gospodarki i rynku pracy potwierdzają prognozy ekonomistów, którzy ostrzegali przed zbytnim optymizmem rządu Donalda Tuska. Minister Jacek Rostowski wciąż się upiera, że nasza gospodarka urośnie o 2,2 proc., a bezrobocie nie przekroczy na koniec roku 13 proc.

Tymczasem według różnych instytucji, nasza gospodarka urośnie najwyżej o 1,5 proc., a bezrobocie utrzyma się na obecnym - wysokim poziomie. Międzynarodowy Fundusz Walutowy uznał niedawno, że nie mamy co liczyć na wzrost większy niż 1,3 proc. PKB. Wcześniej Komisja Europejska zaprognozowała nam w tym roku wzrost PKB na poziomie 1,2 proc., a Narodowy Bank Polski także obciął swoją do 1,3 proc.

Na nic optymizm rządu. Skalę spowolnienia widać wyraźnie po kiepskich wpływach do kasy państwa, znacznie niższych od założonych w ustawie budżetowej. Z danych Ministerstwa Finansów wynika, że dochody z końcem marca sięgnęły 61,4 mld zł, a powinny w tym czasie przekroczyć 74 mld zł. Były więc o ponad 13 mld zł niższe.

Tym samym dziura budżetowa rośnie błyskawicznie, sięgając już blisko 25 mld zł. To ponad 68 proc. tegorocznego limitu, zaplanowanego w tym roku na niewiele ponad 35,5 mld zł.

Główna przyczyna złego stanu budżetu? Ekonomiści, z którymi rozmawialiśmy wskazują na spowolnienie. Są zdania, że winna mu jest przede wszystkim szybko malejąca konsumpcja prywatna Polaków, niestabilne zapotrzebowanie na nasze towary u kluczowych partnerów w Europie oraz dalszy spadek inwestycji współfinansowanych ze środków unijnych.

- Rząd popełnił grzech, przyjmując założenia makroekonomiczne na 2013 rok - mówi portalowi Money.pl dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, ekonomista PKPP Lewiatan. Ekonomiści, eksperci, także my ostrzegaliśmy, że to co założył minister Jacek Rostowski, to zdecydowanie przesadzone kryteria makroekonomiczne.

- W czasie gdy obserwowaliśmy spowolnienie na Zachodzie, a przede wszystkim w kluczowej dla nas gospodarce - niemieckiej, rząd kurczowo trzymał się nierealnych wskaźników - ocenia prof. Stanisław Gomułka, były wiceminister finansów, główny ekonomista BCC.

Jego zdaniem w kasie państwa do końca roku może zabraknąć nawet ponad 30 mld zł. Inni prognozują spadek wpływów z podatków i innych opłat na 10-20 mld zł. - Wyraźny wzrost wpływów z podatków zauważymy dopiero przy wzroście PKB rzędu 3-4 pkt. procentowych. To w tym roku niemożliwe, a co więcej na taki wzrost nie ma co liczyć nawet w przyszłym roku. Pamiętajmy, że nawet jeżeli gospodarki państw zachodnich przyśpieszą, my to odczujemy ze sporym opóźnieniem - tłumaczy w Money.pl ekspert BCC.

Resort finansów przyznaje, że jest źle, ale liczy na zahamowanie fatalnego trendu już w najbliższym czasie. - Po niższych dochodach w okresie styczeń-luty, w marcu nastąpiło odbicie po stronie dochodowej. Proszę także pamiętać, że ważny jest poziom deficytu na koniec roku, a nie w poszczególnych miesiącach roku - usłyszeli dziennikarze Money.pl w biurze prasowym Ministerstwa Finansów.

Ponadto urzędnicy tłumaczą, że wysoki deficyt jest typowym zjawiskiem dla realizacji budżetu państwa w pierwszych miesiącach roku. Wskazują na specyfikę harmonogramu niektórych płatności, wyższych niż wynikałoby to z upływu czasu (subwencje dla samorządów, składka do budżetu Unii, wydatki na Wspólną Politykę Rolną), a także z zakładanego w pierwszej połowie roku wolniejszego tempa przyrostu dochodów.

Jak zapewniono w resorcie - w połowie roku, tak jak to miało miejsce w latach poprzednich, tempo przyrostu deficytu ulegnie spowolnieniu. Ministerstwo Finansów, jak nas poinformowano - nie zakłada konieczności nowelizacji budżetu państwa, chociaż jej nie wyklucza.

Rząd będzie dokręcać śrubę

Na pewno nie wzrosną podatki. To można by było zrobić dopiero planując budżet na 2014 rok. Z pewnością do końca roku nie znikną kolejne ulgi podatkowe. Mimo że to łakomy kąsek - jak szacuje resort finansów rocznie ulgi uszczuplają wpływy budżetu o blisko 80 mld zł - to jednak nie można ich zlikwidować w ciągu roku budżetowego. To także niewygodne ze względów politycznych i wizerunkowych. Przypomnijmy, że z końcem zeszłego roku ograniczono już stosowanie ulg na dzieci oraz dla twórców. Wygaszana jest ulga internetowa i budowlana. Na nich rząd chce zaoszczędzić w tym roku ponad 600 mln zł. Jednak mimo wielu prawnych ograniczeń, Jacek Rostowski ma sporo sposobów na cerowanie budżetu.

- Nie zdziwiłbym się, gdyby w połowie roku premier Donald Tusk, podobnie jak na początku 2009 roku, wezwał swoich ministrów do przygotowania listy możliwych cięć wydatków w poszczególnych resortach - mówi w Money.pl Marcin Peterlik, ekspert Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową. - Wtedy udało się uciułać kilka miliardów i prawdopodobnie teraz też tak będzie.

- Jeżeli chodzi o cięcia, rządowi najłatwiej będzie ograniczyć wydatki na remonty i budowę dróg lub inne inwestycje w infrastrukturę. Już mieliśmy przecież sytuację, kiedy przycinano listę planowanych inwestycji - uważa Marcin Peterlik. - Zawsze można je przesunąć na kolejne lata.

Agnieszka Decewicz z BZ WBK wskazuje na jeszcze jedną ważną furtkę - skrupulatne kontrole i rozliczanie podatników oraz wzrost wpływów z kar i mandatów. - Minister finansów założył tegoroczne wpływy do budżetu z mandatów na półtora miliarda złotych. W 2012 roku dochód stanowił tylko ułamek tej kwoty, bo około 35 milionów złotych - argumentuje.

Wreszcie wyjście ostatnie, ale zdaniem ekspertów bardzo prawdopodobne - zwiększenie deficytu budżetowego. - Dla Jacka Rostowskiego to dwie dodatkowe emisje obligacji, które mogą mu przynieść co najmniej 10 mld zł ratujących finanse państwa - ocenia Decewicz. Jej zdaniem to kwota, która nie grozi przekroczeniem dopuszczalnej granicy 55 proc. długu w stosunku do wartości PKB. - Dług zatrzyma się tuż pod tą granicą, a premier będzie miał dodatkowy argument za nieobniżaniem stawek podatku VAT.


Andrzej Zwoliński, Money.pl



o © 2007 - 2022 Otomedia sp. z o.o.
Redakcja  |   Reklama  |   Otomedia.pl